Candelaria.

Manaus, 16.01.2018

Matka Boża Gromniczna oczywiście jest w Brazylii czczona i szanowana, chociaż nie w taki sam sposób, jak w Polsce. Właściwie to bardziej akcentowane jest Ofiarowanie Pańskie i Chrystus, Światło narodów. W portugalskiej nazwie tego święta mamy nawet użyte nieco inne słowo. Nie ofiarowanie, ale przedstawienie, prezentacja. Może i w sumie to jest to samo, ale zawsze z pewną teologiczną różnicą. W stronach północnych Brazylii kościoły pod wezwaniem Matki Bożej Gromnicznej są dosyć rzadkie. Im bardziej na południe, tym jest ich więcej.

Ponieważ tutaj zawsze ludzie uwielbiają używać świec, właściwie świeczek, to w święto Matki Bożej Gromnicznej nie robi żadnej różnicy. Te świeczki są naszą zmorą, bo małe i cienkie, szybko się wypalają i podłoga kościołów zmienia się w istne woskowe klepisko. Podejrzewałem, że wierni chyba uważają, że większa ilość rozlanego wosku przyspiesza wysłuchanie przez Pana Boga zanoszonej modlitwy.

Nazwy używane na określenie tego święta też są ciekawe i wiele mówią o jego znaczeniu. Mamy: Nossa Senhora da Luz (czyli Matka Boża Światła), Nossa Senhora das Candeias, Nossa Senhora Candelaria (gdzie candeias i candelaria byłoby, w uproszczeniu, o gromnicach), Nossa Senhora da Apresentacao oraz Nossa Senhora da Purificacao.

Najsłynniejsza świątynia, z tych brazylijskich, poświęcona Matce Bożej Gromnicznej znajduje się w Rio de Janeiro. Powstała jako wotum za ocalenie podczas szalonej burzy na morzu. Pewne portugalskie małżeństwo podróżowało do Brazylii na statku o nazwie Candelaria. Oczywiście to skrót od Matki Bożej Gromnicznej. Kiedy burza stała się już tak straszna i wszyscy stracili nadzieję na jej przeżycie, to wówczas owi pobożni Portugalczycy uczynili ślub Najświętszej Maryi Pannie. Jeśli przeżyją, tu zbudują pustelnie za miastem, aby tam cały czas ludzie mogli się modlić w ciszy i skupieniu. Jak tylko ślub poczynili to burza natychmiast się uciszyła i statek Candelaria szczęśliwie zawinął do portu w Rio de Janeiro. Wzniesiona kaplica oczywiście nie mogła mieć innego wezwania jak tylko Nossa Senhora Candelaria. Dziś ta mała z początku pustelnia stoi w centrum miasta i jest już, po wielu przebudowach, ogromna. Nie ma też tu już ciszy.

Miałem okazję ją nawiedzić podczas Światowych Dni Młodych Rio 2013. Budynek, rzeczywiście bardzo wielki i cudnie ozdobiony wewnątrz, na pewno powali na kolana każdego, kto przyjeżdża z północnej czy północno wschodniej Brazylii. Natomiast najwyraźniej na Europejczykach nie wywierał żadnego wrażenia. Gdyby wiedzieli może na jakie wydarzenia patrzyły oczy tej świątyni, to na pewno zwróciliby na nią większą uwagę. Jest ich bardzo wiele. Wspomnę zaledwie odwóch.

Jedno zdarzenie, powiedzmy, że ma znaczenie bardziej demokratyczne. Jest więc polityczne. W latach osiemdziesiątych w Brazylii doszło do powstaniach ruchu na rzecz bezpośrednich wyborów prezydenckich. Nazywał się on Direta ja!, czyli Bezpośrednie już! Do pierwszej demonstracji tego ruchu doszło właśnie na placu przed Candelarią i zebrało się wówczas 60.000 osób. Na drugiej było 100 tysięcy, a na trzeciej milion. Dla porównania w jedynej tego typu demonstracji w Manaus brało udział zaledwie 6.000 ludzi. Kościół Matki Bożej Gromnicznej w Rio de Janeiro stał się niejako domem demokracji, ale o tym nikt już dzisiaj nie pamięta.

Drugiego zdarzenia nikt nie chce pamiętać. Ślad po nim, w postaci tabliczki pod krzyżem na placu przed świątynią, ktoś ciągle potajemnie usuwa. To zdarzenie to wielka ludzka tragedia, do jakiej doszło na schodach kościoła i pod arkadami stojących wokół placu eleganckich budynków. Rio de Janeiro ma na swoich ulicach przeogromne ilości bezdomnych. Nazywa się ich moradores de rua. Ponieważ parafia Matki Bożej Gromnicznej zawsze pomagała im, a arkady okolicznych budynków dawały dobre schronienie, więc plac był oblegany przez bezdomnych, a zwłaszcza przez dzieci ulicy. Nocą całe to towarzystwo spało sobie na schodach, w wejściach i pod zadaszeniami budynków. 23 lipca 1993 roku, tuz przed północą, na plac zajechały dwa samochody i wysiedli z nich mężczyźni, którzy strzelali do każdego z leżących na schodach i chodnikach. Zabili oni bezdomnych ośmioro dzieci, najmłodsze jedenaście lat. Dziesiątki innych zostało rannych. Świat się niby oburzył, ale na niewiele się to zdało. Strzelali wynajęci policjanci. Zostali skazani na dożywocia. Zaraz potem, po cichu powypuszczano ich z więzienia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s